I wreszcie pojawił się długo oczekiwany gość.
Dzieci śpiewały Mikołajowi piosenki i zadawały pytania. Później przyszedł czas na prezenty. Ja jako jeden z pierwszych poszedłem do Mikołaja po prezent.
Róża troszkę się bała ale też w końcu podeszła do Mikołaja.
Gdy dostała prezent, to odetchnęła z ulgą, przestała się już stresować i wreszcie się uśmiechnęła.
Na koniec Róża dała się jeszcze namówić na zdjęcie z Mikołajem, ale musiała z nią być też mama.
Róża była bardzo zadowolona ze spotkania z Mikołajem. A gdy wychodziła z przedszkola, to Mikołaj akurat wsiadał do samochodu, zauważył Różę i pomachał do niej, a on też do niego pojechała. Później tłumaczyła wszystkim, że Mikołaj przyjechał samochodem a nie na sankach, bo nie było śniegu...:)
A następnego dnia pojechalismy do Nibylandii w Katowicach, bo firma, w której pracuje tatuś też zaprosiła Mikołaja.
Tym razem ja też się bałem Mikołaja. Nie chciałem nawet przywitać się z Mikołajem, ale Róża po namowie elfa poszła podać rękę Mikołajowi. Póżniej gdy zawołano mnie i Różę, żebyśmy przyszli do Mikołaja po prezenty to nie chciałem iść, Róża też nie. W końcu poszliśmy i nawet usiedliśmy Mikołajowi na kolanach:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz