Dokładnie w połowie maja, bo 15.05 przeprowadziliśmy się z Krakowa - wielkiego miasta do Ornontowic - wioski na Śląsku. Zmiana ogromna, z jednej strony dlatego, że z dużego miasta do malutkiej miejscowości, a z drugiej, bo z ciasnego jednopokojowego mieszkanka w bloku do domu, który ma ogródek, podwórko i garaże. Rodzice już od dawna zastanawiali się co robić i gdzie mieszkać. Pierwszy plan był taki, by kupić mieszkanie w Krakowie. Z powodu giełdowych kryzysów ten pomysł szybko upadł. Później był plan wynajęcia większego, 2-pokojowego mieszkania w Krakowie - też się nie udało, bo okazuje się, że nie tak łatwo rodzinie z małymi dziećmi znaleźć coś w przystępnej cenie. W końcu zapadła decyzja o powrocie w rodzinne strony rodziców (bo Róża i ja przecież urodziliśmy się w Krakowie), czyli na Śląsk. W styczniu mama zaczęła szukać pracy, no i udało się jej znaleźć coś ciekawego i do tego związanego z jej doświadczeniem oraz wykształceniem. Później było poszukiwanie mieszkania lub domu do wynajęcia na Śląsku. I to udało się zrealizować bardzo szybko:) Nasz nowy domek jest bardzo ładny, w środku wyremontowany, do tego wokół domu jest dużo miejsca do zabawy. Róża i ja mamy wreszcie swój pokój - największy ze wszystkich w tym domu, a rodzice w końcu też doczekali się swojego pokoiku - dla równowagi najmniejszego w tym domu:) Bardzo podoba mi się mój nowy pokój, gdzie jest miejsce na wszystkie zabawki. I uwielbiam bawić się na podwórku, biegać i jeździć na rowerze. Na początku troszkę się bałem bawić sam na podwórku, ale już się przyzwyczaiłam i teraz chodzę sam, np. pojeździć na rowerze a mama patrzy przez okno i obserwuje co robię:) W porównaniu z krakowskim mieszkaniem, gdzie nasz jeden pokój był równocześnie pokojem dziennym, sypialnią, pokojem dziecięcym, pokojem gościnnym (o tak w tym ciasnym pokoiku nie raz gościliśmy nie jedną osobę, do tego z noclegiem:)), jadalnią, miejscem do pracy, nauki i zabawy, a kuchnia garażem (parkował tam rower i wózek) to teraz mamy luksusowe warunki. I właśnie w takich komfortowych warunkach, gdzie miejsca jest dużo, Róża zaczęła sama chodzić. Pierwsze samodzielne kroczki postawiła Róża niedługo po skończeniu roku, było to na początku kwietnia. Ale na tych paru kroczkach się skończyło i przez ponad miesiąc nie próbowała nawet chodzić samodzielnie. Około 26 maja - piękny prezent na Dzień Matki - zaczęła chodzić, najpierw kilka kroków, a później z każdym dniem coraz więcej i pewniej. Na przykładzie Róży wyraźnie widać że, aby się rozwijać potrzebna jest przestrzeń:) W naszym ciaśniutkim mieszkanku Róża nawet nie miała potrzeby by chodzić, bo po co i gdzie, skoro wszystko było w jednym miejscu:) A tak nawiasem mówiąc, to Róża zaczęła chodzić w tym samym wieku co ja, bo mając rok i dwa miesiące. A mama się spodziewała, że będzie chodzić wcześniej, bo inne czynności, jak np. obracanie się na brzuszek, siadanie umiała dużo wcześniej w porównaniu ze mną. Jak tylko się przeprowadziliśmy, to mam zaczęła chodzić do pracy, a tatuś przez miesiąc był z nami w domu. Potem tatuś też zaczął chodzić do nowej pracy a nami zajęły się babcie (częściej babcia Kinga, a dorywczo babcia Gosia).
A oto porównanie starego miejsca z nowym:
Kraków
 |
| Mieszkanko w Krakowie - widać wszystkie trzy łóżka |
 |
| Kraków - łóżeczka Róży i Stasia |
 |
| Kraków - łóżeczko Róży i rodziców obok |
Ornontowice
 |
| Ornontowice - pokój mój i Róży |
 |
| Ornontowice - pokój mój i Róży |
 |
| Ornontowice - przestrzeń w salonie |
 |
| Ornontowice - Róża chodzi |
 |
| Ornontowice - widok na kuchnię z jadalnią |
Troszkę tęsknimy za Krakowem - za pięknymi i dużymi placami zabaw, za starym lotniskiem, gdzie chodziliśmy na spacery, za kawiarenką dla mam z dziećmi, za naszą pijarską (od Pijarów) parafią i oczywiście za znajomymi, którzy tam zostali. Ale tutaj dobrze się czujemy - jak w domu. Blisko mieszkają dziadkowie i pradziadkowie, ciocie i wujkowie oraz dalsza rodzina. No i ten swojski klimat;) oraz gwara śląska - to jest to za czym tęskniliśmy (szczególnie rodzice) będąc w Krakowie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz